Potop to klasyczek. Po latach wypuszczono nowiutką, odświeżoną wersję

Bogdan Maliszewski25 sierpnia, 2025

Film Jerzego Hoffmana był dowodem nie tylko jego reżyserskiego kunsztu, lecz także rzadko spotykanego w polskim kinie rozmachem. W 1975 roku Potop cały film zdobył nominację do Oscara – choć paradoksalnie polskie władze początkowo wcale nie zamierzały wystawiać go w tym prestiżowym wyścigu. Wszystko zmieniła wizyta w Polsce Bronisława Kapera – wybitnego kompozytora filmowego, polskiego Żyda od lat mieszkającego w Hollywood. Zauroczony dziełem Hoffmana, postanowił sprowadzić je do Stanów i pokazać amerykańskiej publiczności.

Potop cały film to klasyka i koniec

Na nowojorskiej premierze pojawiły się prawdziwe legendy. Artur Rubinstein, jeden z najwybitniejszych pianistów XX wieku, odwołał własny koncert, byle tylko zobaczyć ekranizację ukochanej powieści. Takie wydarzenia otwierały przed Hoffmanem drzwi do amerykańskiego snu – po sukcesie Potopu reżyser otrzymał propozycję pracy w Hollywood. Hoffman jednak odmówił. Wiedział, że wybierając karierę w Stanach, zamknąłby sobie drogę do rodzinnego kraju, do rodziców i przyjaciół. Zdecydował więc inaczej – wrócił nad Wisłę, by po latach dokończyć dzieło życia i zrealizować brakującą część sienkiewiczowskiej trylogii: Ogniem i mieczem.

To wszystko było już obecne w oryginale – Redivivus nie zmienia istoty filmu. Cięcia, których dokonali Jerzy Hoffman i montażysta Marcin „Kot” Bastkowski, mają raczej charakter kosmetyczny: zniknęło kilka dłużyzn, wycięto poboczne wątki, które nie wnosiły wiele do głównej narracji.

  1. Owszem, tu i ówdzie można dostrzec ślady tych ingerencji – nagłe przeskoki w czasie, cięcia prowadzące do elips – ale całość w żadnym wypadku nie przypomina brutalnego remiksu ani skróconego streszczenia dla niecierpliwego widza z epoki TikToka.
  2. To wciąż ten sam Potop – jedynie odchudzony, z cyfrowym pudrem na nosie, który sprawia, że zdjęcia Jerzego Wójcika wreszcie błyszczą pełnym blaskiem, zamiast gubić się w zakurzonych telewizyjnych kopiach oglądanych co święta.

Jasne, pewne rozwiązania narracyjne i techniczne z lat 70. zdążyły się już zestarzeć. Bitwy, mimo rozmachu, nie imponują skalą tak jak dzisiejsze superprodukcje, a tempo opowieści – zachowane mimo skrótów – wydaje się zbyt „oddychające” dla przyzwyczajonych do nieustannego pędu widzów. Ale czy naprawdę to wada? W epoce, w której jednym tchem ogląda się wielogodzinne sezony seriali albo kilkugodzinne wersje reżyserskie Władcy Pierścieni, trzygodzinny Potop cały film nie boli. Wręcz przeciwnie – pozwala zanurzyć się w opowieści tak, jak dziś rzadko mamy okazję.

Film bez efektów montażu na sterydach

Tym bardziej imponujące jest to, że spora część czterdziestoletniego już filmu pozostaje zadziwiająco odporna na upływ czasu. Najlepszym przykładem jest słynny pojedynek Kmicica z Wołodyjowskim – scena, która do dziś potrafi wbić w fotel. Już sama inscenizacja robi piorunujące wrażenie: strugi deszczu, naturalny realizm i świadomość, że Daniel Olbrychski i Tadeusz Łomnicki naprawdę krzyżują szable, bez taryfy ulgowej, bez efektów „montażu na sterydach”. To zarazem starcie aktorskich osobowości – powściągliwego, chłodnego Łomnickiego i pełnego ognia Olbrychskiego. Na ekranie odbywa się pojedynek nie tylko bohaterów, lecz także stylów gry: stara szkoła kontra nowa metoda. To symboliczna zmiana pokoleniowa w polskim kinie, uchwycona w jednym ujęciu.

I właśnie tu tkwi największa siła Potopu: w pełnokrwistych bohaterach, zagranych z maestrią przez aktorów pierwszej ligi – z Olbrychskim na czele. Jako Kmicic wciąż emanuje energią, iskrzy z ekranu tak samo jak przed dekadami. Cały Potop Redivivus przypomina swojego protagonistę – pocięty kolejnym, tym razem montażowym, starciem, ale wciąż żywotny, niepokonany, prący do przodu jak gdyby nic się nie zmieniło.

Ciągle zestawiano ze sobą Sienkiewicza i Gombrowicza

Przez lata w Polsce zestawiano ze sobą Sienkiewicza i Gombrowicza – jakby obaj pisarze stali po przeciwnych stronach barykady. W mojej pamięci film Jerzego Hoffmana zlewał się dodatkowo z najmniej udaną częścią trylogii, Ogniem i mieczem, i wydawał się kolejną bezkrytyczną ekranizacją narodowego klasyka. Cały film Potop online szybko wyprowadził mnie z błędu. To adaptacja pełnokrwista, momentami bezlitośnie punktująca nasze przywary narodowe.

  • To właśnie „prawdziwy potop” – powiedzonka i diagnozy, które brzmią aktualnie niezależnie od tego, jaki system polityczny akurat panuje.
  • Zmieniają się tylko twarze, którym przypisujemy słowa Sienkiewiczowskich bohaterów.
  • Nic dziwnego, że w Gdyni sala ryczała ze śmiechu i nagradzała brawami choćby kwestię: „każdy, kto ma szablę, zbiera sobie partię”.

Skróty i częstsze cięcia – początkowo mogące drażnić – po kilku minutach okazują się zbawienne. Nadają opowieści tempa, dzięki któremu Kmicic zaczyna przypominać popkulturowego superbohatera, a sama Trylogia zbliża się do archetypicznych mitów i legend karmiących największe fabryki snów. Dla tych, którzy jeszcze nigdy naprawdę nie zmierzyli się z Potopem, pokaz nowej wersji jest idealnym początkiem. Bo to najlepszy dowód na to, że w Polsce pracowali kiedyś prawdziwi mistrzowie filmowego rzemiosła. A po nich – czas na kolejnych.

Bogdan Maliszewski

Miłośnik kina i założyciel serwisu, który swoją pasję do filmów rozwija od najmłodszych lat. Zaczynał od fascynacji filmami akcji, a dziś z równym entuzjazmem śledzi premiery kinowe i przeszukuje katalogi platform VOD. Regularnie publikuje recenzje, aktywnie udziela się na forach i nie omija żadnej ważnej premiery. Największą sympatią darzy dynamiczne thrillery, inteligentne komedie oraz produkcje, które wciągają widza od pierwszych minut. Szczególnie ceni dobre scenariusze, budowanie atmosfery i silne emocje – od napięcia po wzruszenie.

Udostępnij: